W kaliskiej Wieży Ciśnień można oglądać kilkadziesiąt obrazów i grafik artysty. Wszystkie pochodzą z prywatnych zbiorów żony i córki artysty, z cykli „Pejzaże Polskie” i „Pejzaże Prowincjonalno-Gminne”.
Wernisaż zgromadził niemałą publiczność. Dyrektor galerii, Piotr Bigora, podczas otwarcia wystawy odczytał też fragmenty dzienników Jerzego Dudy-Gracza.
- Im dłużej żyję, tym bardziej jestem przekonany, że malowanie to czynność bliższa fizjologii niż uniesieniom duchowym. Przed laty Bożena Kowalska, znakomity krytyk sztuki współczesnej, pisząc o moich obrazach stwierdziła, że maluję w sposób obsesyjny. Upływ czasu zdaje się to potwierdzać, bo tylu rzeczy nie mogę, nie chcę, nie mogę już zrobić. Z tylu spraw zrezygnowałem, z tylu się wycofałem, a malowanie wciąż trwa, chociaż nie czuję się przez to ani lepszy, ani wyróżniony. Trudno być dumnym z tego, że muszę malować tak, jak muszę oddychać. I to jest cała filozofia fizjologii mojej twórczości
- pisał artysta w „Zapiskach o życiu i sztuce przemijania”.
Wernisażowi towarzyszył koncert Mai Kleszcz i Wojciecha Krzaka.
Polecany artykuł: