Wolica Kalisz

i

Autor: fot. Mirosława Zybura Szpital w Wolicy pod Kaliszem od 20 kwietnia działa jako zakaźny

Na Wolicy nie brakuje już personelu? "Pracujemy w bardzo trudnej rzeczywistości"

2020-04-30 13:59

Trzydzieści pięć pielęgniarek, dziewięciu lekarzy pracuje obecnie w szpitalu zakaźnym w Wolicy koło Kalisza. Pod opieką mają 48 pacjentów, wielu — leżących, wymagających stałej opieki. Do personelu dołączyło kilkoro wolontariuszy, ale szpitalowi nadal brakuje pielęgniarek. - Pracujemy w bardzo trudnej rzeczywistości - przyznaje dyrektor placówki.

— Dołączyły trzy siostry zakonne, dwóch braci zakonnych i jedna osoba cywilna. Oczywiście dalej będziemy próbowali pozyskiwać kadrę przede wszystkim pielęgniarską, bo jest to specyficzna sytuacja jeśli chodzi o chorych leżących i te 35 etatów to troszeczkę mało — mówi dyrektor szpitala Sławomir Wysocki.

Placówka potrzebuje jeszcze co najmniej kilkunastu dodatkowych pielęgniarzy i pielęgniarek, tak by pacjenci byli bezpieczni, zwłaszcza jeśli chorych przybędzie.

"Nie mamy jednak nadal pełnej obsady kadrowej, brakuje około 15 osób do pracy. Kadra medyczna szpitala liczy obecnie 9 lekarzy i dwóch anestezjologów za umowy zlecenie oraz 35 pielęgniarek pracujących na stałe.

Najważniejszy aspekt to stan zdrowia pacjentów. W każdej godzinie walczymy o ich życie i zdrowie. Stan zdrowia pacjentów jest ciężki. Z jednej strony występuje zakażenie koronawirusem z drugiej strony choroby przewlekłe" - czytamy w oświadczeniu dyrektora szpitala.

Według danych ze szpitala, 48 osób jest nadal hospitalizowanych to głównie osoby obłożnie chore, leżące; w tym 8 osób podłączonych jest do respiratorów. W szpitalu zmarło pięć osób.

— Dwie w pierwszej dobie po przyjęciu i kolejne dwie później. Trzy z nich były z wynikiem dodatnim na obecność koronawirusa, jedna z wynikiem ujemnym, zmarła z powodu innych schorzeń. Piąta osoba zmarła 29 kwietnia, była zarażona i miała choroby przewlekłe. Wszyscy to byli pacjenci placówki Salus — mówi dyrektor szpitala w Wolicy. Jedna osoba została przewieziona do szpitala w Poznaniu, wymagała zabiegu chirurgicznego.

Dyrektor szpitala zapewnia też, że na razie środków ochrony osobistej dla personelu nie brakuje, ale maseczek i kombinezonów nigdy za wiele. Zużywane są bardzo szybko.

— Proszę zobaczyć: jeżeli cztery godziny może pielęgniarka pracować przy pacjencie i w kombinezonie, po czterech godzinach musi wyjść i kombinezon jest do wyrzucenia — wyjaśnia dyrektor Wysocki. — Jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę osób pracujących, to tych kombinezonów schodzi kilka do kilkunastu. Przez to mamy też zwiększoną liczbę odpadów, które musimy też zabezpieczyć i wywozić.

Akcję zbiórki funduszy i środków dla szpitala w Wolicy koordynują m.in. strażacy ochotnicy z Borku.